O Biskupstwie Lubuskiem . F Lubus czyli Lubusz ( po Niemiecku Lebus ) Miasto w Srzedniéy Marchii Brandenburskiéy 1 mili od Frankfurta z dziesięć mil od Berlina było niegdyś siedliskiem Biskupstwa Lubuskiego fundacyi i erekcyi Polskíéy , gdyż Biskup Lubuski należał zawsze do Metropolii Gnieznieńskiéy i do Seymów i Zjazdów Polskich pod władzą Krolów i Xiążąt Polskich . Lubuska Ziemia należała raz do Wielkopolskich , drugi raz do Szłąskich Xiążąt z rodu Piastów . Diecezya za- wierała w osmiu dziekaniach 166 parochii między Po- morskiem czyli Kamienskiem , Poznanskiem , Branden- burskiem , Misnieńskiem i Wrocławskiem Biskupstwa- mi . Kraina cała tylko Lubuski Powiat po lewéy , Sternberski po prawéy stronie Odry zawierała , reszta diecezyi należała albo do Xiążąt Pomorskich w Po- meranii Dalszéy albo do Xiążąt Wielkopolskich Pia- stów albo do Szląska lub Luzacyi . Terra Lubusana , Lubuska Ziemia niewielką zatem była Krainą . Narod jak się zdaie był w niéy Polski , gdyż nie jak Lutycy i Pomorzanie obstawał przy pogaństwie , lecz wraz z Szlązakami i Wielkopolanami , z Mazurami i Mało- polanami przyjął wiarę Chrześciańską jeszcze za Mie- czysława I. r . 966. Biskupstwo zaś nie kto inny . mógł tam założyć jak waleczny Bolesław I. Chro- bry ( Marein Gallus 1. c . 12. Kadłubek I. ep . 11 . Zycie S. Stanisława p . 322. przy Marcinie Gallusie W. Warszawie 1824. ) Ale gdy Poganie w Poznań- skiem Biskupstwie bunt podniesli , któren ledwie kro- tko przed śmiercią swoją r . 1025. uśmierzył Bole- sław I. gdy zapewne i Biskupstwo w Kołobrzegu . r . 1000. utworzone wtedy upadło , to i Lubuskiego Biskupstwa los nie wiele był lepszy . Wszakże Ha- welberg i Brandenburg r . 949 ustanowione Biskup- stwa r . 983. od Pogan zburzone także były tytularne tylko až do r . 1124. 1170. Gdy na Synodach Polskich Lubuskie Biskupstwo przed Kaminskiem mieysce mie- wało , a to r . 1124. nastało , więc przed tym czasem odnowioném być musiało .
Zatonięcie RMS Titanic w nocy z 14 na 15 kwietnia 1912 roku należy do najlepiej udokumentowanych katastrof morskich w dziejach nowożytnych. Jednocześnie jest to jedno z tych wydarzeń historycznych, które – mimo ogromu źródeł, relacji i badań – nigdy nie przestało rodzić alternatywnych interpretacji. Jedna z nich, powracająca cyklicznie od kilkudziesięciu lat, głosi, że na dnie północnego Atlantyku nie spoczywa Titanic, lecz jego niemal identyczny statek siostrzany – Olympic.
Teoria ta została szerzej zaprezentowana opinii publicznej w 2011 roku za sprawą filmu dokumentalnego „Titanic – The Shocking Truth”, którego producentem był londyński twórca filmowy Ray Santilli. Dokument sugerował, że katastrofa mogła być elementem skomplikowanego oszustwa ubezpieczeniowego, mającego uratować linię żeglugową White Star Line przed finansową ruiną.
Według tej hipotezy:
Olympic miał ulec poważnym uszkodzeniom w 1911 roku,
ubezpieczyciel – Lloyd’s of London – odmówił wypłaty pełnego odszkodowania,
w odpowiedzi dokonano zamiany tożsamości obu statków,
a następnie celowo doprowadzono do zatonięcia jednostki występującej jako Titanic.
Autorzy teorii wskazywali, że realizacja takiego planu nie byłaby możliwa bez milczącej zgody najwyższych kręgów brytyjskiej administracji i świata finansów początku XX wieku.
Przez lata hipoteza ta pozostawała na marginesie badań akademickich, funkcjonując głównie w literaturze popularnej i dokumentach telewizyjnych. Sytuacja uległa zmianie po ponad stu latach od katastrofy – w erze mediów społecznościowych.
W drugiej dekadzie XXI wieku teoria „zamiany statków” przeżyła renesans za sprawą platformy TikTok, gdzie krótkie materiały wideo poświęcone sprawie osiągnęły ponad 11 milionów wyświetleń. Nowe pokolenie odbiorców zetknęło się z narracją, która łączy:
historię techniki,
dzieje wielkich korporacji epoki edwardiańskiej,
zagadnienia ubezpieczeniowe,
oraz pytania o skalę manipulacji informacją w epoce przedmasowych mediów.
Sam Ray Santilli, znany wcześniej z głośnego projektu Alien Autopsy, publicznie przyznał, że po latach ponownie zainteresował się sprawą. Jak twierdzi, skontaktował się z nim zespół badaczy, który przekazał mu materiały określane jako „niepodważalne dowody” na to, że wrak odkryty w 1985 roku nie jest Titanikiem.
„Nie mogli przebić się do mediów i poprosili mnie o pomoc. Kiedy zapoznałem się z ich materiałami, nie miałem wątpliwości, że ich argumentacja jest spójna” – deklarował Santilli.
Z punktu widzenia historiografii sprawa ta jest interesująca nie tyle jako alternatywne wyjaśnienie samej katastrofy, lecz jako przykład długiego życia narracji historycznych oraz ich zdolności do adaptacji w nowych kontekstach kulturowych i technologicznych.
Spór o Titanica pokazuje:
jak katastrofy o ogromnym ładunku emocjonalnym rodzą teorie alternatywne,
jak granica między badaniami historycznymi a kulturą masową bywa płynna,
jak media społecznościowe wpływają na rewizję dawnych narracji,
oraz jak przeszłość bywa reinterpretowana w zależności od epoki i medium.
Niezależnie od tego, czy teoria zamiany Titanica i Olympica zostanie kiedykolwiek potwierdzona bądź definitywnie obalona, pozostaje ona ważnym zjawiskiem kulturowym, ilustrującym relację między historią, pamięcią zbiorową i współczesnym obiegiem informacji.
opr. CzatGPT prompter A. Fularz
W początku października 2017 r., około godziny 19.00, w Sali Dębowej Wojewódzkiej i Miejskiej Biblioteki Publicznej im. C. K. Norwida w Zielonej Górze odbywała się publiczna debata poświęcona zagadnieniu reinkarnacji (transmigracji dusz), rozpatrywanej w kontekście wierzeń starożytnych cywilizacji, w szczególności Egiptu faraońskiego.
Spotkanie miało charakter popularnonaukowy i było prowadzone w formule panelowej. W trakcie dyskusji przywoływano zarówno źródła historyczne, jak i badania współczesnych uczonych, którzy – niezależnie od światopoglądu – analizowali relacje dzieci deklarujących wspomnienia z wcześniejszych wcieleń jako fenomen psychologiczny i kulturowy.
W trakcie wystąpienia jednej z panelistek omawiany był znany w literaturze przedmiotu przypadek dziecka, które deklarowało szczegółową znajomość realiów starożytnego Egiptu, w tym elementów architektury, nieznanych z powszechnych źródeł popularnych. W tym kontekście poruszono zagadnienie ikonografii piramid oraz hipotez dotyczących ich pierwotnego wyglądu.
W części dyskusyjnej jeden z uczestników – autor niniejszej relacji – zadał pytanie, odnosząc się do badań prowadzonych przez psychologów akademickich, takich jak Ian Stevenson oraz Jim B. Tucker, którzy przez dziesięciolecia dokumentowali przypadki dziecięcych relacji o rzekomych wcześniejszych życiach, analizując je z użyciem metod empirycznych.
W toku wypowiedzi przywołano również historyczny przypadek Dorothy Eady, znanej w literaturze pod przydomkiem Omm Sety – kobiety, która w XX wieku twierdziła, że pamięta życie w starożytnym Egipcie i która faktycznie współpracowała z egiptologami przy wykopaliskach w Abydos.
W momencie wymienienia imienia „Omm Sety”- pomiędzy Omm a słowem Sety doszło do nagłego zaniku zasilania elektrycznego w sali. Oświetlenie podstawowe zgasło, uruchomiło się jedynie oświetlenie awaryjne.
Jak ustalono w ciągu następnych minut i godzin:
przerwa w dostawie prądu objęła całe miasto Zielona Góra,
wyłączone zostało oświetlenie uliczne,
doszło do zakłóceń w funkcjonowaniu sieci telefonii komórkowej i stacjonarnej,
transport publiczny funkcjonował z poważnymi opóźnieniami,
obiekty infrastruktury krytycznej (m.in. szpital oraz areszt) pozostały zasilane.
Dworce kolejowy i autobusowy funkcjonowały w warunkach niemal całkowitego braku oświetlenia. Według relacji kierowców autobusów przyczyną utrudnień były m.in. powalone drzewa, co sugeruje, że awaria miała związek z niekorzystnymi warunkami atmosferycznymi (bardzo silnym wiatrem, porywistą burzą).
Zdarzenie było na bieżąco dokumentowane w mediach społecznościowych. W ciągu kilkudziesięciu minut od awarii opublikowano krótkie komunikaty opisujące:
przerwanie debaty i kontynuowanie jej przy oświetleniu awaryjnym,
przejazd autobusem przez całkowicie zaciemnione miasto,
fakt całkowitego braku oświetlenia ulicznego w Zielonej Górze.
Z punktu widzenia historycznego i metodologicznego zdarzenie to należy interpretować jako- czy aby tylko zbieg okoliczności? Zaszło jednoczesne wystąpienie awarii energetycznej o skali miejskiej podczas debaty poruszającej tematykę kulturowo nacechowaną symbolicznie.
dot. rocznicy "marszu śmierci"
Bardzo ważne jest że lokalna społeczność a za nią miejscowe media pielęgnują pamięć o tragicznym marszu śmierci, w jakim uczestniczyły żydowskie młode kobiety pracujące do lutego 1945 r. w fabrykach południowo - wschodniej części dzisiejszego województwa lubuskiego.
Wśród tych fabryk były zakłady w Grunberg, które obsługiwała kolej zielonogórsko - szprotawska, których właściciele byli akcjonariuszami spółki kolejowej. Dlatego Muzeum Kolei Szprotawskiej rozpoczęło wspólnie z Muzeum Polin oraz Zydowskim Instytutem Historycznym badania tego okresu funkcjonowania kolei szprotawskiej.
Pisząc o "marszu śmierci", wspominając ku przestrodze jego przyczyny, przebieg i skutki warto jednak podać kilka faktów, które wynikają z prowadzonych badań. Niektóre odkrywane fakty są odległe od sztampowej historii Holocaustu, niosą za sobą wielką głębię emocji i lokalnej specyfiki. Odchodzą od nieco zdehumanizowanej martyrologii, nadają bardziej ludzki wymiar tej tragedii.
Z zachowanych w Żydowskim Instytucie Historycznym relacji więźniarek i robotnic żydowskich, które spędziły lata wojenne w Grunberg wyłania się ciekawy i chyba mało spodziewany obraz niemieckich robotników, mieszkańców Grunbergu, z którymi młode Żydówki dzieliły roboczy dzień a którzy wspierali jak mogli więźniarki. We wspomnieniach pojawiają się wręcz takie zapisy, że tylko dzięki pomocy zielonogórskich, niemieckich pracowników wiele dziewczyn przetrwało.
Jest świadectwo, z którego wynika, iż osoba pochodzenia żydowskiego ochotniczo zgłosiła się do pracy w Grunberg, a wybrała nasze miasto dlatego, że miała tutaj, w Grunberg dwie siostry (w rodzinnym Będzinie były pogłoski o likwidacji getta).
Nie ma już dzisiaj śladów po kilku filiach KL Gross Rosen, jakie funkcjonowały w Grunberg (tak na terenie starego miasta, jak i Nowego Miasta). Warto jednak poznawać również przeżycia (nadzieje, oczekiwania, emocje, realcje z rodzimą ludnością) ich młodych więźniarek, stojących często dopiero na progu swojego dorosłego życia. Pomimo tragicznych okoliczności, były to przez te kilka lat ich młodości mieszkanki naszego miasta, pracowały w fabrykach z których historią się utożsamiamy, ale których historii tak naprawdę nie znamy. Czy kibicując na stadionie Falubazowi, zdajemy sobie sprawę, że do 1945 r. w ówczesnym Falubazie pracowali żydowscy więźniowie, a nazwy "Zgrzeblarki", "Falubaz" pojawiają się w ich powojennych zeznaniach ?
W lutym 1945 do "marszu śmierci" dołączono ok. 1000 pracownic zielonogórskiej fabryki nici (filia zakładów z Nowej Soli), zakładów wełnianych (późniejszej Polskiej Wełny), późniejszego Falubazu, Dekory i in. Niewiele z tych dziewczyn dotarło do Bawarii i w okolice Pragi. Jako Muzeum Kolei Szprotawskiej szukamy dzisiaj śladów po filii KL Gross Rosen w Przylepie, szukamy czy wiodła do niego bocznica kolejowa, ale jednocześnie czytamy wspomnienia więźniarek oraz dokumenty obrazujące warunki ich pracy, jakie odnaleźliśmy daleko od Zielonej Góry, w Niemczech, zachowane w dobrym stanie i dużym pietyzmem.
Pamiętajmy o tym wszystkim czytając w Gazecie Lubuskiej, może podczas spaceru dawnym torowiskiem Polskiej Wełny i Zefamu, o "marszu śmierci" i obelisku pod Kargową, a idąc na mecz Falubazu, zatrzymajmy się po drodze na chwilę przy tablicy obok Kauflanda.
Mieczysław J. Bonisławski
Muzeum Lokalne Kolei Szprotawskiej
PS
W załączeniu jedno ze zdjęć ewidentnie z okresu hitlerowskiego w Grunbergu.
Nie jest to promowanie faszyzmu. Dla równowagi pamiątka z okresu pionierskiego, zdjęcie z tabliczką Grunberg, ale poprawione na Zielona Góra.